//Co przychodzi po zmroku?

Co przychodzi po zmroku?

“To przychodzi po zmroku” (It comes at night), jest filmem dobrym, trzymającym w napięciu i wartym uwagi, któremu skuteczny marketing mógł wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Reklamowany trailerami sugerującymi pojawianie się zombie, potworów lub demonów, może rozczarować fanów horrorów, zachęconych tą mroczną i krwistą reklamą, którzy wychodzą w trakcie seansu. A “To przychodzi po zmroku” jest naprawdę dobrym filmem, wprawnie nakręconym, jednak z historią moim zdaniem dużo straszniejszą niż jakiekolwiek żywe trupy i egzorcyzmy.

Reklama

Na początku dowiadujemy się, że w przedstawionym nam (nieco post-apokaliptycznym) świecie bliżej nieokreślona zaraza dziesiątkuje ludzkość. Bohaterowie historii, rodzina Edgertonów: Paul (Joel Edgerton), Sarah (Carmen Ejogo) i ich syn Travis (Kalvin Harrison Jr.) właśnie zabili i pochowali nestora ich rodu, zarażonego chorobą. Mieszkają samotnie w środku lasu, w zabitym deskami i dyktą domu, próbując się ochronić przez nienazwanym niebezpieczeństwem. Pewnej nocy włamuje się do nich Will (Christopher Abbott), poszukujący wody dla swojej rodziny, ukrywającej się w innej leśnej kabinie. Edgertonowie uznają, że razem mają większe szanse na przetrwanie, sprowadzają więc do siebie rodzinę Willa z całym ich dobytkiem. Dwie rodziny zamieszkują wspólnie w domu, w którym wyznaczone są restrykcyjne zasady postępowania, mające im zagwarantować przetrwanie. Najważniejszą z reguł zdaje się być: pod żadnym pozorem nie otwierać czerwonych drzwi, zwłaszcza po zmroku. Gdy pewnej nocy znajdują drzwi otwarte, rozpoczyna się prawdziwa walka o przeżycie…

To przychodzi po zmroku to rzeczywiście horror, jednak nie w potocznym rozumieniu tego gatunku – tutaj największym potworem okazuje się natura ludzi, chęć przetrwania kosztem innych istnień, zezwierzęcenie w kwestii moralności i sumienia, które muszą zostać zagłuszone przez proste instynkty i pragnienie przeżycia. Film mocno oddziałuje na naszą psychikę, w miarę projekcji coraz mocniej się zastanawiamy, jak sami zachowalibyśmy się w obliczu takiego zagrożenia, czy potrafilibyśmy okazać komuś człowieczeństwo i miłosierdzie w tak skrajnych warunkach? Koniec filmu jest jak przewrotny koszmar, obnażający nasze najbardziej skryte lęki.

I właśnie stąd biorą się moje wątpliwości co do strategii marketingowej, obranej przez dystrybutorów – widzowie, którzy wybiorą się na ten film, oczekując klimatu zaserwowanego w trailerach, wyjdą w trakcie seansu lub już po pokazie wystawią bardzo marne, niesprawiedliwe oceny dla To przychodzi po zmroku. Nie lubimy bowiem mierzyć się z tym, co w nas, łatwiej jest niebezpieczeństwo zrzucać na zewnętrzne zmory i demony. Jeśli ktoś nie boi się spojrzeć na siebie i na ludzi z dystansem i refleksją, w kinie nie będzie się nudził. Mamy tu naprawdę dobrą historię, świetne aktorstwo, bardzo dobrą reżyserię i mistrzowskie prowadzenie kamery, które, razem z trzymającą w napięciu muzyką, tworzą mroczny, niepokojący klimat i odwołują się do klasycznych filmów grozy.

 

Czytaj również:  "Fantastyczna Kobieta" w kinach już od 6 października