//Janusz Głowacki nie żyje

Janusz Głowacki nie żyje

Janusz Głowacki, wybitny dramaturg, powieściopisarz i scenarzysta, zmarł w sobotę 19 sierpnia w Warszawie. 13 września skończyłby 79 lat.

Advertisements

Słynął z ironii, błyskotliwego poczucia humoru. Mówił: – Bardzo ważne jest utrzymanie równowagi między tragedią a komedią. Ja staram się pisać rzeczy tak prawdziwe, że aż nieprawdopodobne. Ale punkt wyjścia i charaktery są realistyczne. Nie powinno się z tego robić groteski, zaczynać od groteskowego, nieprawdziwego tonu.

Przyjaźń z Markiem Piwowskim sprawiła, że wspólnie napisali scenariusz „Rejsu” (1970 r.) wyśmiewającego absurdu PRL-u, kreując przy okazji sławny przez lata duet komediowy – Jan Himilsbach i Zdzisław Maklakiewicz. Do kanonu przeszła scena z Maklakiewiczem tłumaczącym, dlaczego nie lubi polskich filmów.

Dla Janusza Morgensterna Głowacki napisał swój najlepszy scenariusz – „Trzeba zabić tę miłość” (1972 r.) o dziewczynie (Jadwiga Jankowska-Cieślak), która nie dostawszy się na medycynę, jest na praktyce pielęgniarskiej w szpitalu. Tu autor nie ma już żadnych złudzeń – jedynym szczerym i uczciwym w warszawskich realiach okazuje się pies.

Gdy w sierpniu 1980 r. wybuchły strajki, Głowacki dotarł do gdańskiej Stoczni Lenina. Ale to, co tam zobaczył, opisał rok później w tonacji antyheroicznej – bohaterem świetnej powieści „Moc truchleje” jest prosty robotnik, który niewiele rozumie ze zmian, które wokół niego zachodzą. Na dodatek jest kapusiem. Doświadczenia stoczniowe przydały się Głowackiemu przy pisaniu dla Wajdy scenariusza „Wałęsy. Człowieka z nadziei” (2013 r.). Wajda jednak wielu jego ironicznych pomysłów nie wykorzystał. Głowacki, trochę rozżalony, zawarł je w wydanej po premierze filmu książce „Przyszłem, czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy”.

Od 1983 r. Głowacki mieszkał w Nowym Jorku. Krążący między wolną Polską i Nowym Jorkiem Głowacki wydał też m.in. dramat „Czwarta siostra” (1999 r.) wykorzystujący motywy z Czechowa w realiach współczesnej Moskwy, dowcipne pamiętniki „Z głowy” (2004 r.) oraz powieści „Ostatni cieć” (2001 r.), satyrę na współczesny „wielki design”, i „Good Night, Dżerzi” (2010 r.) inspirowaną życiem Jerzego Kosińskiego.

Jego twórczość była tłumaczona na wiele języków (na angielski, chiński, czeski, estoński, francuski, hiszpański, koreański, niemiecki, rosyjski, serbski, słowacki, węgierski). Wiele esejów i felietonów pisarza ukazało się na łamach „New York Times”, „The New York Times Magazine”.

Głowacki wypracował sobie własną stylistykę felietonu i własną, przewrotną strategię walki z cenzurą. Pisząc o „Ulissesie”, zestawił książkę Joyce’a z trzeciorzędną powieścią pornograficzną „Głupia sprawa” Stanisława Dobrowolskiego, sławiąc zalety tej ostatniej, a krytykując dzieło Irlandczyka.

Szekspirowi Głowacki zarzucał pesymizm, czarnowidztwo i niedostrzeganie osiągnięć, chwalił natomiast Attylę za „zdrowy stosunek do zdegenerowanej sztuki rzymskiej”. – Cenzura była skołowana. Część czytelników też – wspominał pisarz, który określał narratora tych felietonów jako „osobę cokolwiek ograniczoną umysłowo, ale zaangażowaną po właściwej stronie”.

„Ludzie u nas jakoś bardzo łatwo wierzą w zło, a w to, co dobre, jakby mniej chętnie. Dobrzy są tylko oni.” – mówił

Czytaj również:  Każdy ma swoją Niksę