//„Jestem egzaltowaną lentilką” – recenzja

„Jestem egzaltowaną lentilką” – recenzja

W zapowiedzi do książki Petra Měrki „Jestem egzaltowaną lentilką” Mariusz Szczygieł napisał, że czytelnicy dzielą się na dwie kategorie: tych, którzy kochają Měrkę i tych, którzy go nienawidzą. Po wnikliwej lekturze tego zbioru opowiadań muszę przyznać, że… nie należę do żadnej z nich: dzieło czeskiego pisarza ani mnie nie rzuciło na kolana, ani nie zniesmaczyło.

Advertisements

Przyznać jednak należy, że autor robi bardzo dużo, żeby zaszokować czytelnika. Fekalia, pedofilia, przemoc i sadystyczny seks wyciekają niemal z każdej strony książki. Czterdzieści pięć krótkich (zwykle 2-3 strony) opowiadań w zasadzie o rzeczach podobnych: o tym, jak zboczeni, wulgarni i ograniczeni są ludzie. Mamy tu policjanta nekrofila, chłopaka, który zmienia się w odchody, dziewczynę tak pechową, że każdy, kto próbuje ją rozdziewiczyć, umiera, jest też nauczyciel pedofil, cała rzesza homoseksualistów, gwałcicieli i zboczeńców wszelkiego sortu. Zbliżenia seksualne są kompulsywne i agresywne. Ciąża to stan patologiczny. Seksualność to jedyna sfera jakiejkolwiek wolności, w której można sięgać po wszystko, na co ma się ochotę. Jeśli ktoś nie jest przyzwyczajony do wizji rodem z filmów gore (jak ja), to jednorazowo jest stanie „wciągnąć” 2-3 opowiadania. Język Měrki jest bardzo obrazowy i dosłowny. I choć wydawca książki, Mariusz Szczygieł, zachwala, że znajdziemy w niej klasyczny czeski humor, to tak naprawdę jest go tam ilość minimalna, niczym środków leczniczych w lekach homeopatycznych. Jestem dużą dziewczynką, więc średnio czułam się zgorszona przez brutalne opisy i epatowanie prymitywnymi odmianami seksu, całość jednak nie przemawiała do mnie i nie odnajdywałam w tym zachwytu, który na okładce „Jestem egzaltowaną lentilką” zaserwował nam pan Szczygieł.

Měrka prowokuje do dyskusji o kondycji społeczeństwa, w którym nie chroni się jednostki, a opresyjne formy funkcjonowania społecznego przynoszą jedynie poczucie rozpaczy i niepewność każdej formy egzystencji. Jego opowieści zamiast przejmować i wzbudzać egzystencjalny lęk, prowokują do rozmyślań o cielesności ludzkiej i o instynktach, którym podporządkowane jest życie w społeczeństwie seksualnej konsumpcji. Szkoda, że mroczne wizjonerstwo pisarza tak obsesyjnie koncentruje się na tych aspektach.

Śladowe ilości miłosnych uniesień świadczą o tym, że ludzie nie dbają już o emocjonalny rozwój i nie kierują się pobudkami związanymi z przeżywaniem świata. Měrka za pomocą obrazów i symboli chce nam powiedzieć, że porządek i logika w świecie to ułuda, żyjemy niczym zwierzęta, kierując się jedynie popędami. Dla pisarza jesteśmy prymitywni i ograniczeni. Podporządkowaliśmy naszą egzystencję defekacji, ejakulacji i dążeniu do śmierci. No cóż, jeśli autor ukrył jakieś głębsze znaczenia w serii obscenicznych metafor, to bardzo sprawnie to zakamuflował. Pisanie z ironią o gwałtach na dziewczynkach czy stosunkach z nieżyjącym bezdomnym jakoś nie sprawiły, że dostrzegłam komizm i absurdalność świata, w którym żyję. W recenzjach książki można wyczytać, iż niektórzy z czytelników i krytyków uznali te opowiadania za wybryk nastolatka lub majaczenia osoby psychicznie chorej. Dla mnie był to zabieg bardzo celowy, nastawiony na zaszokowanie i wzbudzenie zainteresowania. Chyba skutecznie jak widać.

Trudno mi „Jestem egzaltowaną lentilką” z czystym sumieniem polecić lub odradzić. Niektórzy mogą „kupować” taką estetykę i w brutalnych opisach zobaczyć pornograficzną krytykę społeczeństwa i panującym w nim norm. Inni mogą być jedynie zszokowani. Jeśli ktoś ma ochotę na czeską ciekawostkę literacką – Petr Měrka na pewno dostarczy wielu (skrajnych) wrażeń.

Ocena: 3/6

Petr Měrka „Jestem egzaltowaną lentilką”, wydawnictwo Dowody Na Istnienie, 2015

Advertisements
Czytaj również:  Czym karmimy nasze koszmary