//Obyś czeskie kryminały oglądał!

Obyś czeskie kryminały oglądał!

Przyjęło się, że w poszukiwaniu dobrych kryminałów trzeba kierować wzrok na Skandynawię. No, może jeszcze Wyspy Brytyjskie. Tak odległe wycieczki czasem są jednak zbędne, bo HBO przypomniało, że tuż za naszą południową granicą także potrafią robić znakomite filmy. Serial kryminalny “Pustkowie” (“Pustina”) to prawdziwy majstersztyk, którego nie można odpuścić.

“Pustkowie” w nietuzinkowy sposób łączy schematy znane z dosłownie każdego kryminału z mrocznym, brudnym, naturalistycznym klimatem. Wydawać by się mogło, że wszystko to już widzieliśmy: oto niewyjaśnionych okolicznościach znika 14-letnia Míša Sikorova, córka starosty. Przez głośniki płynie charakterystyczny komunikat, a następnie na miejscu pojawia się policja kryminalna i ruszają poszukiwania. My zaś mamy okazję przekonać się, jak poplątane są relacje w malutkiej Pustinie, zapomnianym przez Boga i ludzi miasteczku leżącym w pobliżu granicy z Polską. Tymczasem serial potrafi zaskoczyć nawet najbardziej oddanych fanów gatunku, a klimat mroku i tajemnicy wciąga nas od pierwszych minut. “Pustkowie” podnosi brzydotę do rangi sztuki, realistycznie portretując samo miasteczko, otoczone kopalniami i kominami, a także jego mieszkańców, do bólu zwyczajnych, szarych ludzi ze zmęczonymi twarzami. Spotykamy ich w przełomowym momencie, kiedy należącą do nich ziemią zaczyna się interesować wielka kompania wydobywcza, która planuje zrównać to miejsce z ziemią i otworzyć kolejną kopalnię. Pieniądze i szansa na rozpoczęcie od zera w innym miejscu to dla tych ludzi dar od niebios… ale czy na pewno? Starosta Hana Sikorova (Zuzana Stivínová) jest dokładnie przeciwnego zdania i zawzięcie walczy zarówno z wszechogarniającą beznadzieją, jak i z każdym, kto stanowi zagrożenie dla tej malutkiej, ale charakternej społeczności. Kiedy więc znika jej dziecko, pojawia się pytanie, kto i czemu miałby źle życzyć tej kobiecie.

W miarę jak rozwija się śledztwo związane z zaginięciem Míšy, poznajemy dokładnie tajemnice miasteczka i brudy skrywane przez jego mieszkańców. Intryga w „Pustkowiu” rozwija się niespiesznie, wciągając widza coraz bardziej i bardziej w codzienność tego miejsca, i przedstawiając po kolei wszystkich, począwszy od cierpiącego na zaburzenia psychiczne ojca zaginionej dziewczyny (Jaroslav Dušek), jej siostry Klary (Eliška Křenková) i współpracowników Hany z urzędu, a skończywszy na chłopakach z lokalnego poprawczaka, lokalnych bandziorach, dilerze metamfetaminy czy prostytutkach uprzyjemniających czas kierowcom TIR-ów na parkingu. W tej nie mającej granic beznadziei prawie nie ma miejsca na słynny czeski humor, ale serialowi zdarza się czasem zajrzeć po pijaku do lokalnej knajpy albo zażartować okrutnie z prowadzącego śledztwo detektywa Rajnera (Leoš Noha), który bardziej przypomina mającego najlepsze czasy za sobą rockmana, niż przystojniaków prowadzących śledztwa w amerykańskich i brytyjskich serialach.

Wystarczy zerknąć na czołówkę „Pustkowia”, by się przekonać, jak wystylizowany, dokładnie przemyślany pod kątem wizualnym jest to serial. Wszystko, od majestatycznych kominów pobliskiej elektrowni, aż po dziwne rzeźby z żelaza tworzone przez tatę zaginionej nastolatki, ma tu swoje miejsce. „Pustkowie” wygląda tak paskudnie, że aż pięknie, a przy okazji wygląda też jak coś, czego nigdy nie odważyłaby się zrobić żadna polska telewizja.

Czeskie „Pustkowie” pokazuje, że w czasach serialowego boomu na całym świecie również w Europie Środkowej da się stworzyć produkt jakościowy, który wygląda inaczej niż wszystko, co już widzieliśmy. Serial, któremu z łatwością wybacza się to, że jego intryga opiera się na schematach, bo ma swój styl, charakter i bohaterów, którzy bez przeszkód mogliby zasiedlić jakieś polskie miasteczko, gdyby tylko ktoś u nas odważył się je pokazać. W tym przypadku to w zupełności wystarczy, by zachwycić widzów, także tych z zagranicy.

Czytaj również:  Houellebecq oczami Iggy’ego Popa