//Rowerem przez Afrykę

Rowerem przez Afrykę

W kwietniu nakładem Wydawnictwa Muza ukaże się książka, na którą czekam z wypiekami na twarzy – „Pięć kilometrów do bomby. Rowerem przez Afrykę”. Elżbieta Wiejaczka i Tomasz Budzioch opisują swoją podróż poślubną.

Czy pięć miesięcy jazdy rowerem przez Afrykę można w ogóle nazwać podróżą poślubną? Ela i Tomek wybrali właśnie taką wersję – ekstremalną. Zmagali się ze zmęczeniem, stereotypami na temat Afryki, z trywialnymi, ale jakże doskwierającymi kłopotami w poszukiwaniu wody i jedzenia. Mieli szansę spać na pustyni, podziwiać Wodospady Wiktorii, spotkali na swojej drodze słonie i lwy.

W Namibii biwakowali na pustyni, nasłuchując, czy nie krążą wokół nich dzikie zwierzęta. Jadąc w pięćdziesięciostopniowym upale, rozmyślali nad ludobójstwem Herero i dyskutowali o współczesnych problemach mieszkańców tego kraju. Do Zimbabwe wjechali pełni mieszanych uczuć – spotkani na granicy ludzie odradzali im podróż rowerem przez teren łowiecki. „Tam jest mnóstwo lwów”, słyszeli. W tym kraju poznali Didymusa, który poluje na kłusowników. Dosłownie. Malawi przywitało ich nagłówkami gazet informującymi o cholerze. To tu złościli się na bezradność Afrykańczyków, biedę i brak edukacji, a także na kraje Zachodu, których interesy utrzymują mieszkańców Afryki w zacofaniu. Tanzania ich zaskoczyła: malarią, atakiem much tse-tse i porą deszczową w pełnym wydaniu. W Rwandzie zmagali się z tragiczną historią Tutsi i Hutu. Wszędzie jednak zyskali nowe, inspirujące znajomości.

Dlaczego w Burundi można poczuć się osaczonym? Jakie historie o czarach opowiada się w Zambii? Co to jest bomba? Dlaczego farmy w Zimbabwe po przejściu w ręce czarnoskórych przestały prosperować? Wkraczając do Mombasy, kiedy licznik wskazał 7560 km, już znali odpowiedzi na te pytania. Ale w głowach pojawiło się mnóstwo nowych…

„Skąd taki pomysł? Żadne z nas tego nie pamięta. Ja kocham Czarny Ląd, a Tomek rower, więc w ramach kompromisu wymyśliliśmy Afrykę na dwóch kółkach. Z powodu mojej tęsknoty za pustynią początkowo planowaliśmy wylot do Ghany i podróż na północ aż do Maroka, ale w czasie, kiedy braliśmy ślub, w Afryce Zachodniej wybuchła epidemia eboli, więc plan naszej trasy poddaliśmy przebudowie. Tomek rzucił okiem na mapę i spytał:
– Z Namibii do Kenii?
Dodałam tylko:
– Od oceanu do oceanu
(…) Nie jeździłam wcześniej na rowerze, ale skoro miałam się udać do Afryki, która jest dla mnie niczym drugi dom, założyłam, że fizycznie jakoś dam sobie radę”.
Fragment książki

„Pięć kilometrów do bomby. Rowerem przez Afrykę”. Elżbieta Wiejaczka i Tomasz Budzioch, Wydawnictwo Muza

Czytaj również:  Praga – miasto setek wież