//Rupi Kaur – Instapoetka nowej ery

Rupi Kaur – Instapoetka nowej ery

Ma 1,5 miliona obserwujących na Instagramie, jest głosem swojego pokolenia – odważna i bezkompromisowa. Pisze o tym, co ją boli, a boli wiele – podwójne standardy, sytuacja kobiet w patriarchalnym świecie i coraz węższe horyzonty kolejnych generacji. Odrzuciła mainstreamowy establishment literacki, krocząc swoją własną drogą.

Advertisements

Sikhijska poetka, ilustratorka, performerka. Rupi Kaur urodziła się w 1992 roku w Pendżabie w Indiach. Wychowywała się w Kanadzie, gdzie jej rodzina wyemigrowała, kiedy miała cztery lata. Od najmłodszych wykazywała talent to rysunku. W szczególności na początku, gdy przez pierwsze miesiące w nowym kraju, nie mogła porozumiewać się z innymi dziećmi. Oprócz tego nieustannie „siedziała” w książkach. – Piszę wiersze i prozę. Dorastałam z książką w ręce, czytałam wszystko, co wpadło mi w ręce – mówiła w wywiadzie dla „Huffington Post”.

Z poezją zaczęła przygodę przy pisaniu laurek i kartek urodzinowych dla przyjaciół, a potem listów miłosnych do nastoletnich miłości. W liceum publikowała swoje utwory anonimowo. Od 2013 roku podpisuje je swoim imieniem i nazwiskiem. W 2014 zaczęła swoją przygodę na Instagramie, a do tekstów zaczęła dodawać proste ilustracje. Instagram stał się jej platformą, w związku z czym zarzuca się jej, że jest bardziej celebrytką niż poetką. Inni z kolei, nazywają ją patronką złamanych serc milenijnych, dla innych – bardziej ekskluzywnie – jest reprezentantką pragnienia różnorodności w świecie literatury, a poezji przede wszystkim.

Jej popularność zaczęła się od jednego postu. W marcu 2015 udostępniła zdjęcie z zakrwawioną bielizną na Instagramie. Usunięto je. Znów je opublikowała. Scenariusz się powtórzył. Pokazała je więc na Facebooku. 75 tysięcy polubień, prawie tyle samo komentarzy, wywiady, m.in. dla „Guardiana”. Instagram opublikował zdjęcie i przeprosił – „to była pomyłka”. Po 3 dniach – 150 tysięcy obserwujących, po kilku latach 1,5 miliona.

Pornografizacja i seksualizacja kobiet ją boli, dlatego stara się pokazać, że ciało to coś więcej. „Nie będę przepraszać za to, że nie w głowie mi karmienie ego i dumy społeczności mizoginów” – napisała. I dodała, że niesprawiedliwość w ocenie kobiet polega na wybiórczym spojrzeniu na ich ciało. To zapewniło jej popularność. Obwieszczono ją łamaczką tabu i konwenansów. Nie podobają jej się podwójne standardy, które świat stosuje względem kobiet, które „są piękne”, ale „największą tragedią jest to, że wmawia się im, że nie są”. Kiedy są w ciąży, kiedy nie wpisują się w idealny kanon piękna czy kiedy mają miesiączkę…

Jej debiut wydawniczy to 1,4 miliona sprzedanych egzemplarzy antologii „Miód i mleko” – 52 tygodnie z rzędu na liście najlepiej sprzedających się książek „New York Timesa”. Porusza w nim temat miłości, straty, przemocy i terapii, dochodzenia do siebie. Sukces przyszedł niespodziewanie. „Miód i mleko” to kolekcja poezji, prozy i ręcznie rysowanych ilustracji. To opowieść o rozstaniu. Najpierw opublikowała ją własnym sumptem na Amazonie, by w październiku 2015 roku nawiązać współpracę z Andrews McMeel Publishing. Antologia została przetłumaczona na 25 języków. To zbiór krótkich utworów – poezja dla każdego, bez głębokiej i skomplikowanej metaforyki. Liryka Kaur jest minimalistyczna: bez interpunkcji, krótkie zdania i prosty przekaz.

Rupi jest na fali – na jej wiosenną promocję w Wielkiej Brytanii bilety rozeszły się w niecałą minutę. Na jesień zaplanowana jest premiera jej drugiej antologii – „the sun and her flowers”, która będzie miała pięć części złożonych z poezji, prozy i ilustracji.

Siebie samą widzi jako ikonę różnorodności we wrogiej, ale prestiżowej, literaturze. Porusza się na linii biali versus reszta świata. Dyskurs rasy, etniczności, pochodzenia – to tematy, które w XXI wieku są bardzo aktualne, a po które poetka często sięga.

Czy faktycznie jest skandalistką? Wykorzystanie tematu menstruacji w swojej twórczości, poruszanie tematów ważnych, a ignorowanych na co dzień, odwaga mówienia o tym, co niepopularne, wstydliwe i tabu – to wszystko już było. Rupi jest głosem swojego pokolenia, które wciąż szuka swojego miejsca w świecie, w którym przyszło mu żyć. Posługuje się językiem milenialsów, mówi o ich bolączka, bo jest jedną z nich.

Krytycy zarzucają, że jej twórczość jest tendencyjna, płytka, a sama Rupi – pozbawiona talentu. A ona po prostu wykorzystała narzędzia, które dał jej świat, w którym przyszło jej żyć.

 

Czytaj również:  "Łąki kwitnące purpurą" - recenzja