//Tomasza Brody komiks o dorastaniu i sztuce życia

Tomasza Brody komiks o dorastaniu i sztuce życia

Komiks „Coś Pan zmalował!” Tomasza Brody, wykładowcy Akademii Sztuk Pięknych, miał pełnić rolę wydawnictwa jubileuszowego na 70-lecie uczelni. Książka znakomitego artysty-grafika wykracza poza tę formułę. To gorzko-ironiczna opowieść o życiowych wyborach, kondycji współczesnych artystów, sztuce życia.

Broda, rocznik ’67, o historii wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, opowiada z osobistej perspektywy. To nie katalog nagród, wystaw, autorów i ich rozdętych biogramów, lecz rysunkowa impresja na temat wrocławskiej kuźni artystów.

Część pierwsza. Oto mały kaliszanin, syn nauczycieli plastyki, odkrywa swoją pasję (impulsem jest reprodukcja Matejkowskiej „Bitwy pod Grunwaldem”, która wisi u dziadków nad kanapą). W szkole Tomaszek poznaje techniki plastyczne od stempla z ziemniaka po „mokre na mokrym” i utrwalanie mlekiem. Znacie? Pamiętacie? Swój wkład w edukację plastyczną ma nawet katechetka, która formując duchowość dzieci przy okazji pokazuje technikę szablonu. Wyższy stopień artystycznego wtajemniczenia zapewniają zajęcia w domu kultury u Wacława Kosiorka, a pierwszym artystycznym sukcesem jest zlecenie – obraz martwego Chrystusa w Grobie Pańskim.

Część druga. Pierwsze dorosłe pytanie: Dokąd na studia?, prowokuje kolejne. Wybrać Kraków, czy Warszawę? A może Wrocław? Te wahania tylko na pozór brzmią błaho, w rzeczywistości mają wymiar problemów egzystencjalnych, wszak to decyzja, która decyduje o całym życiu. Skoro utalentowany 19-latek mocno zastanawiał się jaką wybrać drogę, to musimy sobie wyobrazić z jak skrajnymi emocjami mierzą się współcześni maturzyści (kiedy talent to pojęcie nad wyraz mgliste), zanim złożą dokumenty na uczelni. Wielu do końca nie jest przekonanych, że dobrze wybrało.

Broda, młody artysta „nie stąd” – jak opowiada o sobie, powoli wrasta w miasto, w uczelnię. W tym procesie towarzyszy mu barwne panopticum – koledzy z akademika, z uczelni, wykładowcy. To chyba najzabawniejsza część książki.

Część trzecia. Tomasz Broda opowiada: po zdanym egzaminie znowu trzeba było wybierać – tym razem specjalizację. Jednak ten wybór nie polegał jedynie na zainteresowaniu warsztatem, techniką. Młody artysta szukał autorytetu, przewodnika.

Autor „Coś pan zmalował!” ten rozdział układa w panoramę artystów i specjalności związanych z wrocławską ASP, od pierwszego rektora Eugeniusza Gepperta, przez uznanych mistrzów: Jarodzkiego, Hałasa, Aleksiuna, po spotkanych do dzisiaj w gmachu przy pl. Polskim profesorów Kukułę, Skarbka, Tyszkiewicza, Dobrzanieckiego, Nitkę. Ostatecznie Broda wyznaje: Najbardziej chcę być Getem!

Taka deklaracja to więcej niż wyraz przywiązania do warsztatu, techniki, kultury pracy Eugeniusza Geta-Stankiewicza. Grafik, plakacista, artystyczna osobowość, posiadał umiejętność łączenia sztuki i życia. Tematy serio podawał w formie buffo. Ironista, prowokator i kpiarz zmuszał do myślenia. To nadawało jego pracom dodatkowego wymiaru, wyższego poziomu refleksji.

Takie podejście do sztuki kultywuje Tomasz Broda. Jego karykatury, uczą dystansu, bo piekielnie złośliwe, są zarazem prześmieszne. Wszystkie artystyczne aktywności artysty z wrocławskiej Leśnicy każą się zastanowić nad jego meandrującą, niedoścignioną wyobraźnią.

Część czwarta. W finale komiksu Tomasza Brody pojawia się ciemny akord, kiedy jego bohatera – czyli Tomasz Brodę, wykładowcę ASP, zastępuje robot. To nawiązanie do motywu dawnych, złotych czasów. W każdym pokoleniu dojrzałych artystów pulsuje przekonanie, że w mitycznym “kiedyś” było mądrzej, ładniej, ciekawiej.

W „Coś Pan zmalował!” nadzieja na odrodzenie artyzmu nie umiera. Na ostatniej tablicy robota z uczelni wygania wściekły profesor Geppert, bezduszna maszyna przegrywa z patronem wrocławskiej kuźni artystów. Ja też wierzę, że prawdziwa sztuka nie zginie. Dowodem jest ksiązka Tomasza Brody.

Czytaj również:  Nowy kryminał Marka Krajewskiego.