//Weekend w Oslo – nasze podpowiedzi

Weekend w Oslo – nasze podpowiedzi

W dobie tanich lotów możemy, zamiast siedzieć w domu, wybrać się na nieco wydłużony weekend do większości krajów europejskich (i nie tylko). Sprawdziliśmy, czy można w trzy dni zwiedzić Oslo – i czy warto.

Reklama

Subiektywne top 5 – co warto zobaczyć w Oslo:

  1. Park Frogner i muzeum Vigelanda są położone tuż obok siebie, skupisko monumentalnych, bardzo obrazowych rzeźb, przedstawiających ludzi w różnych fazach namiętności, miłości i nienawiści. Kompleks ok. 200 rzeźb, w tym górujący nad parkiem monolit z grupą 121 piętrzących się na sobie ciał, może szokować co bardziej purytańskich turystów, jest jednak jednym z tych punktów, których nie można odpuścić, zwiedzając Oslo. Jedną ze słynniejszych rzeźb w Parku Frogner jest Sinnataggen (Rozzłoszczony chłopiec) – postać nagiego chłopczyka krzyczącego i tupiącego nogą
  2. Zmiana warty przed pałacem królewskimByć może wielu uważa to za przereklamowane, stanowi jednak bardzo sympatyczną rozrywkę – z policją konną, grupą muzyczną i widowiskowymi strojami przybocznej straży królewskiej, mamy zagwarantowane kilkanaście minut kolorowej rozrywki
  3. Oslofjorden – czyli wycieczka statkiem wokół wysp Oslo, którą warto połączyć ze zwiedzaniem wybudowanych tam muzeów (w tym Muzeum Wikingów)
  4. Wieczorny spacer molo, nabrzeżem i dzielnicą portową. Ciekawe połączenie zabytków z nowoczesną i postindustrialną architekturą, liczne bary i restauracje oraz imprezy na wolnym powietrzu oddadzą wyjątkowy klimat miasta i przekonają nas, że Skandynawowie wcale do tak zimnokrwistych nie należą. Dodatkowo, gdy temperatura przekroczy 15 stopnii Celsjusza, Norwegowie ochoczo skaczą do wody z pomostów, opalają się, kąpią i rozbawionym spojrzeniem patrzą na turystów w bluzach i kurtkach.
  5. Przechadzka dzielnicami Grunerlokka i Torshov – należą do mniej oczywistych atrakcji Oslo. Są to obecnie najintensywniej rozwijające się części miasta, uważane za nieco hipsterskie. Znaleźć można tu najlepsze knajpki i jadłodajnie w Oslo (i to wcale nie najdroższe), ale przede wszystkim zobaczyć norweską stolicę z nieco innej perspektywy. Tutaj przeplatają się kultury i religie, sztuka wychodzi na ulice, a normą jest, że w słoneczne dni sąsiedzi wynoszą koce i krzesła do pobliskich parków i wspólnie się bawią.

Nasze rady:

  • Tanie linie lotnicze najczęściej zaproponują nam przylot nie do samego Oslo, ale do ościennego miasteczka, np. Sandjeford. Jeśli nie goni nas czas i nie mamy parcia na to, by cały krótki urlop spędzić w stolicy Norwegii, warto na moment zatrzymać się właśnie tutaj. Jest to jedno z najcieplejszych, najlepiej nasłonecznionych miejsc kraju, słynące z niezwykłej przyrody, malowniczej floty oraz bycia wielorybniczą stolicą Europy. Z Sandefjord do Oslo (ok. 120 km) możemy wybrać się prywatnymi przewoźnikami wprost z lotniska (tutaj znajdziemy także Polaków, zarabiających na transporcie rodaków), albo pociągiem z pobliskiej stacji kolejowej (transport publiczny w Norwegii jest bardzo dobrze zorganizowany, choć do najtańszych nie należy).
  • Norwegia, tak jak większość krajów Skandynawii, preferuje obrót bezgotówkowy, więc za wszystko możecie zapłacić tu kartą (inna sprawa, czy będzie się Wam to opłacać – radzimy sprawdzić przelicznik w swoim banku). Możecie napotkać miejsca, w których odmówią przyjęcia gotówki. Z bankomatów można wybrać większość walut europejskich, jednak płacić możemy jedynie koronami norweskimi. Automatyczne punkty wymiany walut spotkać możemy m.in. na lotnisku i oczywiście w bankach
  • Jeśli chcecie spróbować lokalnych alkoholi (choćby rewelacyjny aquavit) lub po prostu napić się piwa, radzimy skorzystać z licznych “piwnych ogródków” i restauracji. Sprzedaż wyskokowych trunków jest w Norwegii obwarowana całym ogromem zakazów i nakazów, z podawaniem danych z dowodu osobistego włącznie. Powszechne jest, że po pracy przeciętny mieszkaniec idzie sobie do baru z kolegą i tam, przy kieliszku, prowadzą ożywione rozmowy – niech więc nie zdziwią Was tłumy w restauracjach i pubach.
  • Nie bójmy się próbować lokalnych potraw! Norwegia słynie z mięs – renifera i jagnięciny, ryb (szczególnie sztokfisza, tørrfisk lub lutefisk, tj. suszonego dorsza) oraz brunost, czyli brązowy ser z karmelem. Oczywiście można też pójść w kuchnię nieco bardziej ekstremalną i skusić się na przykład na smalahove – głowę i nogi owcy moczy się w słonej zalewie, potem wiesza i suszy, przed podaniem gotuje się je w wodzie lub na parze, a następnie serwuje z knedlami ziemniaczanymi. Za najsmaczniejsze uznaje się mięso z oczodołu. No cóż, co kto woli…
  • Pamiętajmy, że od maja do lipca trwają tu białe noce – słońce nie zachodzi w ogóle, co możemy wykorzystać na dłuższe zwiedzanie kraju
  • W czwartki wejście do muzeów jest bezpłatne – jeśli więc szkoda wam koron na bilety (które nie należą do najtańszych), to warto wybrać się w ten dzień i zobaczyć np. słynny “Krzyk” Muncha czy Muzeum Ekspedycji Polarnych. Muzeów i galerii w Oslo jest dużo, każdy znajdzie coś, co go może zainteresować.
  • Oslo to miasto rzeźb – praktycznie na każdej ulicy można zobaczyć realistyczne postaci odlane z brązu lub surrealistyczne symbole, nie zawsze łatwe do rozszyfrowania przez turystę.
  • Norwegowie piją podobno 11 milionów kaw dziennie (populacja kraju to ok. 5 mln) i swoją miłością do tego napoju w Europie ustępują jedynie Finom. Kawy można się więc napić niemal na każdym rogu i którąkolwiek nie weźmiemy (czasami sami tubylcy nie potrafią wyjaśnić istotnej różnicy pomiędzy kawami o dziwnych nazwach, zamieszczonymi w menu), na pewno będzie dobrej jakości, mocna i aromatyczna.
Zobacz Oslo w naszym obiektywie: 

 

Czytaj również:  Pod ciemną skórą Filipin