//„Wzgórze psów” – polskie piekiełko

„Wzgórze psów” – polskie piekiełko

We „Wzgórzu psów” Jakub Żulczyk wprowadza czytelnika w ciemność. Już od pierwszych stron oblewa nas, niczym bohatera, czarny, lepki deszcz. Zło czai się, wisi w powietrzu, skrada się, z każdym zdaniem zdaje się być coraz bliżej… Konwencja thrillera wzmaga w nas grozę, kiedy czytamy o tajemniczej historii rodziny z małego miasteczka gdzieś na krańcu Polski…

„Gdzieś nieopodal zaczyna szczekać pies. Po chwili dołącza do niego jeszcze jeden, jakby stojący na wzgórzu. I jeszcze jeden, i jeszcze jeden. (…) Otacza nas cała armia psów, cały pierścień, korowód. Nie widać ich, ale słychać je tak, że prawie wchodzą mi do głowy. Za parę chwil w mojej głowie będą mieszkać już tylko psy. Jakby każde szczeknięcie rodziło kolejnego szczekającego psa i tak w kółko. Schowane w lesie, niewidoczne, ukryte w ciemności wyją w powietrze…”

Advertisements

Bohaterowie, Mikołaj i Justyna, to typowi przedstawiciele pokolenia żyjącego od spłaty jednej raty kredytu do następnej. On – absolwent prestiżowych studiów humanistycznych, cierpiący na kryzys twórczy pisarz, reperujący domowy budżet drobnymi redaktorskimi fuchami. Ona – dziennikarka śledcza jednego z ogólnopolskich dzienników. Gdy traci pracę, a wraz z nią możliwość regularnego spłacania dopiero co urządzonego mieszkania, oboje przenoszą się w rodzinne strony Mikołaja, do małego miasteczka o nazwie Zybork, by rozgościć się na strychu domu jego ojca. Zybork nie jest jednak uroczą osadą na Mazurach, idylliczną krainą z lat dzieciństwa, ale miejscem odrapanym, biednym i groźnym, ukazany zostaje tu raczej w pełni swojej obsceniczności. Widzimy odrapane szyldy reklamowe, nieletnie prostytutki, popegeerowskie dzielnice nędzy.
Miasteczko jest miejscem pełnym złej energii, z ciemną przeszłością, tutaj została zamordowana pierwsza dziewczyna Mikołaja, tutaj ludzie giną bez śladu. Justyna postanawia te zagadki rozwiązać. To ona jest w tej powieści tą osobą, która próbuje oddzielić dobro od zła, zachować trzeźwość spojrzenia i obiektywizm. W Mikołaju budzą się żądze zemsty, jego pierwotne instynkty dochodzą do głosu. Mieszkańcy osady sami tworzą reguły wymierzania sprawiedliwości, w tę oto wspólnotę wrasta bohater, przechodząc przez kolejne męskie wtajemniczenia, staje się silniejszy, ale niekoniecznie dojrzalszy.

Żulczyk dobrze buduje intrygę i konstruuje bohaterów, dobry jest też portret małej miejscowości, organizmu, który wchłania i pożera. W tym thrillerze-układance strony zła i dobra okazują się czymś innym, niż się czytelnik spodziewa. Jest to powieść nie tyle o narastającej frustracji, ile raczej o rozpętującej się przemocy i społecznej zemście. Bezkompromisowa przemoc okazuje się bowiem scenografią wartko toczących się wydarzeń. Czyjś dom staje w płomieniach, ktoś zostaje porwany, jakieś zwłoki odnajdują się w pobliskim lesie. Powieść świetnie się jednak sprawdza jako czuły barometr społecznych nastrojów. W tym wypadku przede wszystkim wściekłości potęgowanej rażącą niesprawiedliwością. Jak zauważa młodszy brat Mikołaja, zemsta nie polega wyłącznie na niszczeniu czy uśmiercaniu, ale ma również charakter naprawczy.

„Wzgórze psów” wciąga i pożera, chociaż im dalej idziemy, tym bardziej razić może coraz częstsze pojawianie się w języku natrętnych „życiowych mądrości”, czasem oklepanych do bólu. Momentami wkradają się manieryzmy, zdania wydają się czasami nielogicznie urywać. No cóż, siła Żulczyka nie leżała nigdy w kwiecistości jego wypowiedzi, raczej mamy tu do czynienia z językiem brutalnym, prostym. Ale i skutecznie przekazującym emocje, napięcia, paranoje. Za to autor potrafi nas wciągnąć w swój zły, niesprawiedliwy świat wymyślony jak nikt inny. Po skończeniu lektury potrzebujemy trochę czasu, by powrócić do rzeczywistości…

Ocena: 5/6

Jakub Żulczyk, „Wzgórze psów”, wyd. Świat Książki, 2017.

Czytaj również:  Hitchcock - genialny i odpychający