//Zakazy dla turystów cz.1 – Hiszpania

Zakazy dla turystów cz.1 – Hiszpania

Zakaz picia alkoholu już nie wystarczy. W niektórych miejscach zabroniono sikania do morza, parawaningu i – uwaga! – noszenia i używania selfie sticków. Dzisiaj przyjrzymy się Hiszpanii.

Jeśli chodzi o zakazy dla urlopowiczów, to Hiszpania zdaje się być najbardziej rygorystyczna. Nic dziwnego, ponieważ co roku boryka się z plagą imprezowiczów niepotrafiących się dobrze zachować. W zeszłym roku niektóre nadmorskie miasta wprowadziły np. mandaty dla miłośników polskiej odmiany parawaningu, czyli wstawania bladym świtem i rezerwowania sobie najlepszych miejsc na plaży poprzez zostawianie tuż przy morzu parasolek albo ręczników. Kto tak robił – musiał liczyć się z konfiskatą plażowego sprzętu i mandatem sięgającym kilkuset euro. W te wakacje lista zakazów jest jeszcze większa.

Przoduje w nich miejscowość San Pedro del Pinatar w hiszpańskiej Murcji, która wprowadziła bardzo drastyczny taryfikator dla turystów. W zależności od przewinienia wysokość mandatu może wynieść od 750 do ponad 3 tys. EUR. Mandat można dostać za wszystko: kary są przewidziane za urządzanie grilla na plaży, granie w piłkę, sikanie do morza (złapani na gorącym uczynku zapłacą aż 800 EUR) i wspomnianą wcześniej „rezerwację” miejsc na plaży. Nowe przepisy weszły w życie 18 lipca, choć już teraz słychać o protestach. Najgłośniej protestują… naturyści. A konkretnie Hiszpańska Federacja Naturystów, która sprzeciwia się mandatom dla nudystów. Jak twierdzą, nowe prawo jest „dekretem dyktatorskim jak za czasów Franco” i zapowiadają walkę o zmianę przepisów. Ale takich drastycznych zmian w prawie jest więcej.

Wszelkie nowe regulacje bledną przy liście zakazów wprowadzonej przez władze imprezowego kurortu Magaluf, które mają dość skandalicznego zachowania turystów. Od kilku tygodni w całym regionie Calvia obowiązują więc 64 nowe zakazy i nakazy. Czego dotyczą? Poza, wydawałoby się oczywistymi punktami, jak zakaz lekceważenia policjantów, żebrania, śmiecenia na ulicy, uprawiania seksu w miejscach publicznych, bójek czy używania wulgarnego języka – w kodeksie zawarto też bardziej szczegółowe przepisy.

Czytaj również:  Mały zamek na Śląsku

W myśl nowych regulacji nie wolno więc m.in.: wycinać inicjałów w korze drzew, informować innych, gdzie znajduje się policja, uprawiać hazardu na ulicy, pić wody z publicznych pryszniców ani robić w nich prania. Zakazane jest też m.in. używanie laserów i chodzenie nago po ulicy.

A kary za nieprzestrzeganie przepisów są iście drakońskie. Mandaty podzielono na trzy kategorie. Za drobne wykroczenia trzeba będzie zapłacić od 88 do 527 GBP. Poważniejsze wykroczenia mogą kosztować od 528 do 1319 GBP, a najbardziej niebezpieczne zachowania – w tym podawanie alkoholu nieletnim – może zostać ukarane mandatem w wysokości do 2640 GBP (czyli aż 12,7 tys. PLN).

Hiszpanów można jednak zrozumieć, bo w wielu miejscach imprezowicze faktycznie dają im się we znaki. I to do tego stopnia, że w zeszłym tygodniu zaczęli kombinować, jakby tu wprowadzić absolutnie dewastujący zakaz dla większości turystów rozpoczynających urlop.

Konkretnie chodzi tu o Baleary, czyli najbardziej imprezową część kraju, a więc m.in.: Ibizę,Majorkę, Menorkę czy Formenterę. Regionalny rząd zwrócił się bowiem do Komisji Europejskiej z prośbą, by ta wprowadziła prohibicję na wszystkich lotach z Europy na Baleary. A najlepiej, gdyby zakaz spożywania alkoholu przedłużyć jeszcze na lotniska, z których ci pasażerowie planują lecieć na hiszpańskie wyspy. Powód? Zapewnienie bezpieczeństwa w samolotach, w których pasażerowie bardzo często już na pokładzie urządzają sobie libacje alkoholowe.

Bruksela już odpowiedziała, że nie jest w stanie interweniować w tej sprawie, bo zakaz sprzedaży alkoholu to wyłączna kompetencja rządów krajowych.

żródła: fly4free.pl, tripadvisor.com, ibiza-spotlight.com, eye-swoon.com