//Zapiski młodego lekarza

Zapiski młodego lekarza

Spoglądający z promocyjnego zdjęcia Jon Hamm i Daniel Radcliff długo nie mogli przekonać mnie do poświęcenia czasu “Zapiskom młodego lekarza”. Po wielu tygodniach odwlekania, postanowiłam dać im w końcu szansę w zasadzie jedynie ze względu na scenariusz, oparty na nowelach i biografii Bułhakowa. Jakże żałuję, że włączyłam ten serial tak późno!

Życie to nie bajka, a już życie w Rosji to zupełnie inna para kaloszy. A w zasadzie śniegowców. Śniegowce są ogólnie spoko. A już w wiosce Murjewo, w której odbywa się akcja serialu, to noszenia czegokolwiek innego wyobrazić sobie nie można. Jest chłodno, głodno i do domu daleko. Gdziekolwiek daleko – do najbliższego sklepu jest kilka dni drogi, a młody Vladimir Bomgard (Radcliff), aby dotrzeć tam ze swojej ukochanej kosmopolitycznej Moskwy, musi jechać wiele dni pociągiem, furmanką, a na koniec i tak przeciągnąć swoje wielkie walizki przez kilometry śniegowych zasp. Oto świeżo upieczony doktor obejmuje swoją pierwszą placówkę medyczną, ku niedowierzaniu asystujących mu pielęgniarek i felczera – bo jakże to? Doktor? Taki młody, niski i na dodatek bez brody? Nie ma Vladimir więc łatwo, ale jest ambitny i pełen zapału, nawet tępe piły nie przeszkodzą mu w amputacjach, zęby wyrywa z kawałkami szczęki, a specjalizować medycznie zaczyna się w kile. No i jest jeszcze morfina...

Narracja prowadzona jest przez dwie wersje Vladimira: młodego, granego przez Daniela Radcliffe’a i jego kilkanaście lat starsze wcielenie, kreowane przez Jona Hamma. Nie są to jednak typowe retrospekcje, ale najczęściej rozmowy młodszego ze starszym oraz liczne interakcje między nimi – zabieg ten nie każdemu widzowi musi się spodobać, mi akurat bardzo odpowiadał. Dodatkowo podczas wspólnych scen widać, że Hamm i Radcliff bawią się znakomicie, co sprawia, że ogląda się ich aktorskie pojedynki z niekłamaną przyjemnością. Panowie jawnie nabijają się z siebie nawzajem, żartując nawet ze sporej różnicy wzrostu pomiędzy tą samą postacią w młodości (Radcliff) i w wieku średnim (Hamm).

Czytaj również:  Kto uratuje Halloween?

“Zapiski młodego lekarza” to w zasadzie dwusezonowy miniserial: po 4 krótkie, półgodzinne odcinki w dwóch seriach. Można więc “połknąć” go w jeden wieczór. Gatunek określiłabym jako czarną komedię – nawet bardzo czarną, z makabrycznymi wizjami zaatakowanych syfilisem członków, fruwających amputowanych kończyn, narkotykowymi majakami i krwią tryskającą na wszystkie strony. Jeśli ktoś szuka poprawności politycznej, to niech nie zasiada do tego serialu – miłośnikom czarnego humoru polecam szczerze. A jeśli ktoś jest fanem Bułhakowa i chce zobaczyć historie oparte na jego twórczości, która NIE JEST “Mistrzem i Małgorzatą”, to “Zapisków młodego lekarza” opuścić nie może. Dodatkowym smaczkiem niech będzie to, że postać Vladimira jest wzorowana na samym Bułhakowie, który – tak jak wspomniany bohater – był lekarzem, pracował w zabitej deskami wiosce w Rosji i też uzależnił się od narkotyków. Jego nowele, na których opiera się scenariusz serialu, były w dużej części autobiograficzne, warto więc zobaczyć “mistrza od kuchni”.